Co tu zrobić, jak tu zrobić, aby się nieco mniej narobić...?

Po raz kolejny przygotowałam wpis z cyklu ostatnich przemyśleń na bazie niedawnych doświadczeń. Wszechobecne muszę! Muszę to, muszę tamto, przecież to trzeba zrobić. Jak znaleźć przestrzeń na bycie sobą i zajęcie się tym, co NAPRAWDĘ jest ważne?

 

 

Życie w 2017 roku, mój przykład (Twój może być mniej lub bardziej różny, ale nie wierzę, że nie znajdziesz żadnych wspólnych doświadczeń):

7:00 muszę wstać, wypić zioła, lepiej już teraz zrobię herbatę, to ostudzi się w czasie, kiedy się umyję;

7:10 teraz muszę się umyć;

7:11 ale jeszcze nie posłałam łóżka, potem będzie nieprzyjemnie się wieczorem położyć do takiego barłogu;

7:12 aha, po drodze można zgarnąć rzeczy do prania, które leżą w pokoju;

7:13 kurde, kurde, dzisiaj już nie zdążę poćwiczyć; to zupełnie jak wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu, miesiąc temu...

7:18 podczas mycia głowy myślę o tym, z czego mam sobie zrobić śniadanie, skoro ser i jajka się skończyły;

7:24 przy myciu zębów myślę o tym, co mam zapakować do jedzenia do pracy;

7:30 jeszcze krem, jeszcze maść, jeszcze makijaż;

7:35 podczas, gdy robię śniadanie myślę o tym, że trzeba wyjąć zmywarkę;

7:40 wstawiam grzanki, bo w tym czasie jeszcze mogę wyjąć i zapakować od nowa zmywarkę;

7:47 jak grzanki się studzą to można jeszcze ułożyć poduszki na kanapie i piloty pod ławą;

7:57 wychodząc z domu myślę o tym, co zaraz zrobię po wejściu do pracy;

7:58 ups, muszę się wrócić, bo nie pamiętam, jak zamykałam drzwi;

8:00 wchodzę do pracy (dobrze, że mam tak blisko)... uffff... żyję dziś od godziny, a jakby wcale. Jak ludzie to robią, kiedy jeszcze mają dzieci?!?!?!

A jak bardzo Ty biegniesz przez swoje życie, wykonując zadanie za zadaniem? Ile rzeczy Ci przez to ucieka? I ile razy już mówiłeś/aś sobie, że to ostatni taki dzień/tydzień/miesiąc?

Jak można trochę zwolnić?

Moje sposoby (nie mówię, że idealne, że działają zawsze i wszędzie; po prostu pomagają na tyle, żebym mogła cieszyć się tym, co robię w życiu):

- usiąść i wziąć 5 oddechów, porozciągać się

- wyczyścić listę zadań, wyrzucając te, których niezrobienie nie wywoła końca świata

- podczas wykonywania różnych czynności przywoływać myśli do tych czynności, zamiast zagłębiać się w planowanie kolejnych działań

- zjeść smaczne śniadanie, aby łatwiej skupić się na tym, co się je

- umówić pierwszego Klienta godzinę później, aby mieć rano 2h do wyjścia

Zauważ, że te sposoby nie polegają na jeszcze bardziej efektywnym wykorzystywaniu swojego czasu. Wręcz przeciwnie, opierają się tylko na zwolnieniu tempa i zmniejszeniu obciążenia.

Być może pomyślisz, że ok, że to kolejne psychologiczne bzdury i że w moim przypadku tak się dało, a w Twoim się nie da. Cóż, póki nie spróbujesz, będziesz tylko ślepo wierzyć swoim myślom. Ja też nie od razu doszłam do tego, że mogę czegoś NIE robić. Zwłaszcza do punktu ostatniego. Próbowałam najpierw powoli, rezygnując na początek z jednej rzeczy, potem z drugiej, potem z trzeciej, itd. Za każdym razem świat się nie zawalał. A życie wolniejsze jak do tej pory zawsze okazywało się pełniejsze:)