Depresja z przemęczenia

Przyczyn pojawiania się objawów depresyjnych, czy mechanizmów tłumaczących ich utrzymywanie się w czasie jest wiele. Naukowcy od lat próbują wyjaśnić, czemu coś takiego jak depresja w ogóle ma miejsce w naszym świecie. Czy pełni/lub miało pełnić jakąś ważną rolę, a teraz okazuje się dla nas zgubne? A może czasami jest to sygnał od naszego mózgu i ciała, że coś jest nie tak, że czegoś jest za dużo? Poniżej kilka faktów i porad w temacie.

 

 

 

Przyczyny depresji

Wielki badacz i twórca nurtu terapii poznawczo-behawioralnej, doktor Aaron T. Beck, upatrywał przyczyn rozwoju depresji w wydarzeniu związanym z odczuciem subiektywnej straty na wcześniejszym etapie życia (np. utraty bliskiej osoby, przyjaciela), co prowadzi do rozwoju niezbyt przydatnych życiowo negatywnych przekonań na własny temat (typu „jestem do niczego”, „jestem beznadziejna/a”, „wszyscy mnie opuszczają”), a w ślad za nimi pewnych życiowych zasad, mających pomóc zorganizować się w swoim życiu pomimo bycia takim, jak o sobie myślimy. Trudne wydarzenie doświadczone na późniejszym etapie życia stanowi bodziec wyzwalający negatywne myśli o sobie, o innych, świecie i o przyszłości, co przyczynia się do rozwoju, a potem utrzymywania się objawów depresyjnych. Model ten zyskał poparcie w wielu badaniach, nie jest jednak jedynym wyjaśnieniem tego ciekawego skądinąd zjawiska, jakim jest depresja.

Panowie Seligman i Abramson, zauważyli badając szczury, iż postawienie tych małych zwierzątek w sytuacji, kiedy nie mają żadnej możliwości pozyskać jedzenia lub uniknąć nieprzyjemnych bodźców elektrycznych (tak, kiedyś wykonywało się takie badania, dziś nie jest to już takie łatwe!), czyli tracą kontrolę nad sytuacją, to stają się bierne i apatyczne. Nazwali to zjawisko mechanizmem wyuczonej bezradności. Na tej podstawie stwierdzili w kolejnych badaniach, że także i ludzie, postawieni w sytuacji, nad którą nie mają kontroli (np. znęcanie się rówieśników lub w miejscu pracy) zaczynają dokonywać interpretacji wewnętrznych („to moja wina”), ogólnych („zawsze tak jest”) i stałych („nic się nie zmieni”), co prowadzi ich do rozwoju objawów depresyjnych. Być może ich koncepcję można połączyć z teorią zachowania zasobów Hobfolla – skoro nie mam wpływu na sytuację, to lepiej zachować siły i się wycofać.

Psychologowie ewolucyjni także patrzą na depresję, szczególnie tę sezonową, od strony teorii zachowania zasobów – skoro jest zimno i jest mało jedzenia, to będzie lepiej, jeżeli się wycofam z aktywności i zaoszczędzę swoje zasoby na bardziej sprzyjający mi czas.

Koncepcji wyjaśniających rozwój depresji jest wiele, pewnie tyle, ilu badaczy, choć znaleźć można w nich wiele wspólnych elementów nazywanych nieco innymi słowami (cóż by to była za teoria, gdyby nie była oryginalna;)). Niemniej jednak w swojej praktyce zauważam, iż powyższe dwa modele bardzo często trafnie tłumaczą i opisują rozwój depresji u wielu osób.

Depresja z przemęczenia

Jednym z moich początkowych trudnych doświadczeń była obserwacja występowania objawów depresyjnych u osób, które pozostają wciąż bardzo aktywne... Co jest oczywiście możliwe – wycofanie z aktywności nie jest objawem koniecznym do stwierdzenia epizodu depresyjnego – jednak zastanawiające i nie do końca spójne z rozumieniem depresji. Co ciekawe, aktywność tych osób okazywała się aż wręcz nadmiarowa i skupiona wokół czynności obowiązkowych – praca w nadgodzinach, opieka nad dziećmi, obowiązki domowe. Tego, czego było mało, to czas na odpoczynek, tzw. czas dla siebie. A nawet jeżeli był – to w formie obowiązku! „Muszę iść na jogę”, „Dzisiaj pilates”, „Powinnam/em więcej ćwiczyć”, „Powinnam/em wrócić na angielski”. Niby coś dla siebie, ale czy na pewno? Kiepska dieta, liczba godzin snu zredukowana do minimum w imię bycia doskonałą matką, idealnym ojcem, superefektywnym pracownikiem, który dostanie najwyższą możliwą ocenę okresową...

Co więcej, znałam te myśli i tę prawidłowość z własnego doświadczenia. Rok 2010. Praca na ¾ etatu, końcówka studiów magisterskich, wykańczanie mieszkania kupionego na kredyt. Kiedy doszły problemy osobiste, nastąpił koniec: problemy ze snem, brak apetytu, brak odczuwania przyjemności, codzienny smutek. Jedyne co zostało, to to, co trzeba było codziennie zrobić.

Być może znów możemy popatrzeć i na ten rodzaj depresji od strony mechanizmu wyuczonej bezradności (tak dużo robię, aby być doskonałym/efektywnym, a ciągle się to nie udaje), czy teorii zachowania zasobów (skoro tak dużo od siebie wymagam, to trzeba zaoszczędzić część zasobów, by tym wymaganiom sprostać). Ciekawego sposobu wyjaśnienia dostarcza także nasza rodzima Regulacyjna Teoria Temperamentu prof. Jana Strelaua – w skrócie: robię za dużo, dostarczam sobie zbyt wielu wrażeń i bodźców, zatem mój organizm mnie wyhamowuje, aby przetrwać.

Kto jest narażony?

Z pewnością osoby, które mają tzw. perfekcyjny rys osobowości (to moje potoczne wyrażenie). I osoby z tzw. anankastycznym (obsesyjno-kompulsyjnym zaburzeniem osobowości) – polecam poczytać na Wikipedii o co chodzi.

Jednak nie myśl, że to z Tobą musi być coś nie tak, skoro nie masz na nic czasu. W dzisiejszym świecie, kulturze, która wymaga perfekcji, firm, które wymagają doskonałości, itd. prawie nie da się nie dać się w to wkręcić! Rozejrzyj się dookoła i popatrz na swoich znajomych – czy aby czasem i oni nie idą tą samą drogą?

Kilka porad

Porady oczywiście są dobre pod warunkiem, że nasze perfekcyjne zapędy nie są zbyt silne, stare i mocno utrwalone. Jeżeli są – zapraszamy na terapię, na pewno damy radę coś wykombinować, aby zacząć żyć swoim życiem, zamiast żyć spełnianiem zasad.

Możesz poprowadzić dziennik własnej aktywności przez typowy tydzień – 2 tygodnie:

- popatrz, na czym spędzasz najwięcej czasu

- zobacz, czy jest coś, co można zrobić trochę bardziej efektywnie (np. po drodze, choć często już nie można bardziej;))

- zobacz, czy gdzieś możesz dostać jakąś pomoc (od rodziców, sąsiadów, znajomych, opiekuna/ki do dzieci, kogoś, kto by pomógł posprzątać, itp.) – naprawdę nigdzie nie jest powiedziane, że masz wszystko robić sam/sama

- zobacz, czy efektywnie rozdzielasz zadania ze swoją/im partnerką/em (choć często jest to baaardzo efektywne), bo może rzeczywiście można tutaj coś pozmieniać i wyjdzie całkiem fajnie,

- w końcu najważniejsze: pomyśl, czy stanie się katastrofa, jeżeli czegoś nie zrobisz. Może w imię bardziej wartościowego życia dzieci mogą zjeść w szkole, a Ty na mieście? Może nie wszystko musi być perfekcyjnie uprasowane? Może jednak nie trzeba spędzać w pracy więcej czasu niż przewiduje to kodeks pracy?

- pamiętaj, że gdy z czegoś rezygnujesz lub udaje się coś zrobić efektywniej – szybciej, to pozyskany czas nie ma służyć wypełnianiu kolejnych obowiązków! Jeżeli masz ochotę po prostu leżeć bez celu i sensu przed telewizorem, to może to jest najlepsza rzecz, jaką możesz dla siebie tego zrobić. Nie ma potrzeby tego oceniać, czy krytykować się za marnowanie czasu.

W sumie, każdy ma prawo do zmarnowania w swoim życiu jakiegoś czasu! Ważne, by marnować go w sposób, który lubimy, czy w danym momencie nam odpowiada:) A jeżeli skutkiem marnowania czasu będzie uniknięcie epizodu depresji? To czy wciąż jest to marnowanie czasu?

Opracowując tekst korzystałam z następujących materiałów:

- Judith S. Beck „Terapia poznawczo-behawioralna”

- Eleonora Bielawska-Batorowicz, Bohdan Dudek (red.) „Teoria zachowania zasobów Stevana E. Hobfollapolskie doświadczenia”

- Jan Strelau „Temperament, osobowość, działanie”

- Martin E. P. Seligman „Learned helplessness. A Theory for the Age of Personal Control”